W piątkowy wieczór, 30 sierpnia zachodni nieboskłon wyglądał dziwnie… Pół godziny po zachodzie Słońca niebo zdawało się być jaśniejsze niż zazwyczaj, a jego różowawe zabarwienie nie miało nic wspólnego z obecnością resztek chmur. Następnego wieczora okazało się, że ostatni weekend wakacji 2008 stoi pod znakiem firmamentu płonącego żywą czerwienią. Słońce schowane było już pod horyzontem, niebo krystalicznie czyste, a jednak…. zamiast bladego różu przemieszanego z błękitem na zachodzie dominowała purpurowa zorza. Zorze polarne wyglądają inaczej i ukazują się na północy, nie na zachodzie. Podobnie srebrzyste obłoki. Żadne reflektory, mgły ani chmury wysokiego piętra nie wywołują takiego efektu, więc co to jest!?
Z pomocą przyszła witryna SpaceWeather.com, do której z całego świata lawinowo zaczęły napływać zdjęcia zdumionych obserwatorów. Dla wyjaśnienia zagadki bajecznie kolorowych i wyjątkowo jasnych zachodów Słońca musimy nieco cofnąć się w czasie i przenieść się blisko 10 000 km. Najkrótsza droga z Polski na Alaskę wiedzie przez Biegun Północny. Z Alaski z kolei wędrujemy w niespokojny archipelag wysp Aleuckich. To właśnie tam w nocy 7/8 sierpnia doszło do trzech potężnych erupcji wulkanu Kasatochi. W krótkim czasie do atmosfery przedostało się 1.5 miliona ton wulkanicznego pyłu i dwutlenku siarki. Skutki eksplozji zarejestrowały satelity, a po wstępnej analizie zdjęć z orbity uczeni ogłosili, iż wybuch Kasatochi jest największą erupcją od sierpnia 1991 roku, kiedy uaktywnił się wulkan Hudson w Chile. W kolejnych dniach z krateru Kasatochi uwalniały się kolejne porcje gazu i pyłu, a prądy powietrzne pognały wulkaniczną chmurę w kierunku wybrzeży Kanady i USA. Popioły wraz z dwutlenkiem siarki stopniowo rozpraszają się w stratosferze, zaś ukośnie padające promienie zachodzącego lub wschodzącego Słońca rozpraszają się w pyle wywołując efekt barwnej zorzy widoczny nawet z Polski! Kiedy Słońce zachodzi, zwykłe chmury (nawet te znajdujące się najwyżej – na wysokości 10-12 km) pogrążają się w cieniu, a wulkaniczny obłok wznoszący się nawet na ponad 20 km jarzy się na wieczornym nieboskłonie.
Zjawisko jest piękne, ale jego skutki mogą nie zachwycić. W zależności od ilości pyłów wyrzuconych przez wulkan zmienia się przejrzystość atmosfery: im więcej popiołów, tym większe zmętnienie powietrza przypominające efekt smogu. Długotrwała erupcja może doprowadzić do pogorszenia pogody na dłuższy czas; w obecności drobin pyłu deszczowe chmury tworzą się łatwiej i są bardziej trwałe. W 1980 roku wybuch wulkanu Mount St. Helens wywołał efekt w postaci chłodnego i słotnego lata. Jak będzie tym razem?
Zapraszamy do zabawy w fotografowanie tego malowniczego zjawiska. Najciekawsze zdjęcia opublikujemy w witrynie naszego programu.